Dracena wonna – rozmnażanie

Dracena wonna to jedna z domowych roślin doniczkowych, które lubię najbardziej. Jest praktycznie bezproblemowa w uprawie. Bardzo wiele wybacza. Przetrwa zarówno krótkotrwałe przesuszenie jak i niesystematyczne nawożenie. Prezentuje się pięknie zarówno w większej jak i w mniejszej postaci. Nawet atak przędziorków tego nie zmieni. Nie lubi tylko przelewania. Gdy ma zbyt mokro, mogą pojawić się na liściach ciemne plamy.

To dracena wonna a odmianie Massangeana, chyba najbardziej popularna i najczęściej dostępna w sklepach ogrodniczych. A to dracena wonna w odmianie White Stripe. Jej liście mają dodatkowo białe obrzeżenia, co prezentuje się niezwykle ciekawie.

Niestety na tej roślinie pojawiły się plamy. Prawdopodobnie dracena ta miała za mokro i za ciemno w czasie zimy. Przesadzę ją zatem do świeżego podłoża i zmienię doniczkę na nieco większą. Podłoże do uprawy draceny powinno być przepuszczalne i próchniczne, można użyć gotowej ziemi do roślin zielonych i palm. Jak się okazuje, dracena ta już prawie wcale nie miała ziemi w doniczce. Był to już najwyższy czas, żeby ją przesadzić. Młode okazy radzi się przesadzać co roku, najlepiej wiosną. Starsze rośliny przesadza się już co kilka lat, kiedy widzimy, że już tego potrzebują.

Dla przypomnienia, dracena wonna pochodzi z Afryki. Pokrój ma bardzo podobny do juki, na szczycie zdrewniałego pnia wyrastają rozety liści, które mogą dorosnąć nawet do metra długości. Roślina ta preferuje miejsca jasne, ale dobrze radzi sobie także postawiona nieco głębiej w pokoju. Odpowiada jej stała temperatura 18-24 stopni Celsjusza, jaką zazwyczaj mamy w mieszkaniach.

Ten okaz to pierwsza dracena rozmnożona przeze mnie własnoręcznie. Po mniej więcej 4 latach okazała już z niej roślina.

Rozmnażanie draceny wonnej jest niezwykle proste. Wystarczy odciąć wybrany fragment rośliny. Oto efekty. Cofnijmy się zatem w czasie o 3 lata.

Bo trzy lata temu postanowiłam odmłodzić moją dracenę. Miała wtedy około 5-6 lat. Pobrałam dość wyrośniętą sadzonkę wierzchołkową, a jej długi dolny pęd przeznaczyłam dodatkowo na sadzonki pędowe. Sadzonka wierzchołkowa trafiła do doniczki z podłożem do roślin zielonych i palm. Przyjęła się bez większego problemu. Dolny fragment odciętej rośliny podzieliłam na trzy części o długości około 10 cm każdy, użyłam ukorzeniacza i umieściłam je w podłożu. Całość przykryłam folią w taki sposób, żeby nie dotykała małych pni, po czym odstawiłam w jasne miejsce i czekałam.

I tu spotkała mnie lekcja. Lekcja pokory i cierpliwości, bo poradniki mówiły, że młode liście powinny pojawić się po mniej więcej 4 tygodniach. Tymczasem moje pojawiły się po ponad dwóch latach. Mój mąż wielokrotnie prosił, żeby wyrzuciła już te patyki, że nic z tego nie będzie. Jaka więc była moja radość i satysfakcja, gdy po tak długim czasie, pewnego dnia, zauważyłam zielone liście. Teraz każda z sadzonek trafi do swojej doniczki.

Tak naprawdę zdrewniałe pędy wcale się nie ukorzeniły, tylko wypuściły nowe rozety liściowe, które wytworzyły korzenie. Widać to dokładnie na największej z nich. Na trzecim zdrewniałym pędzie pojawia się dopiero nowy młody przyrost. Jestem bardzo ciekawa, jak dalej te rośliny będą się rozwijać. Ogrodnictwo i uprawa roślin to zabawa. To hobby, w którym cieszą zarówno piękne, duże okazy roślin, które wzbudzają podziw każdego, jak również te maleńkie sukcesy. Najbardziej chyba cieszy właśnie taki moment, kiedy coś spisywaliśmy na straty, a jednak odnieśliśmy mały sukces, np. w postaci takiej niepozornej, niewielkiej sadzonki draceny wonnej.

A dlaczego wonnej. O tym też przekonałam się rok temu, kiedy mój najstarszy okaz draceny zakwitł. Zapach był tak intensywny, że nie można było wytrzymać w pobliżu tej rośliny. Zwłaszcza wieczorem. Zapach kwitnącej hoi był niczym, w porównaniu z intensywnością pachnącego kwiatu draceny wonnej.

A kwiaty te nie są zjawiskowo piękne, ale tak rzadko pojawiają się w uprawie doniczkowej w warunkach domowych, że stają się cudownie wyjątkowe. Mają jasny kolor, na początku pąki wydają się być różowawe, ale same kwiaty są białe, niewielkie, ale zebrane w dość okazałą wiechę. Otwierają się one wieczorem i właśnie wtedy czarują lub odstraszają swoim słodkim, kwiatowym zapachem. Gdyby nie jego intensywność byłby bardzo przyjemny. Po przekwitnięciu kwiatostan został odcięty. Teraz pozostaje czekać na kolejny.