Sadzenie dalii, mieczyków i lilii

W dzisiejszym odcinku z cyklu „Ogród Ozdobny” będzie mowa o liliach, a także o sadzeniu dalii i mieczyków. Zapraszamy!

Druga połowa maja to ostatni moment, żeby posadzić pięknie kwitnące rośliny cebulowe, które swoimi kolorami ozdobią nasz ogród latem i wczesną jesienią. Wśród nich są zjawiskowe dalie i dostojne mieczyki.

Dalie dostępne są w różnorodnych formach i barwach kwiatów, w Polce noszą też nazwę georginii lub wielgonii. Wyróżnia się m.in. dalie pomponowe, kaktusowe, peoniowe, kuliste czy o pojedynczych kwiatach, o wzniosłym wysokim lub karłowym pokroju. O ich rozmnażaniu była już mowa. Te które wcześniej posadziłam w donicach i podkiełkowałam są już pięknie wyrośnięte. Postanowiłam wzbogacić swoją kolekcję i zamówiłam kilka kolejnych przez internet. Niestety ich karpy nie są zbyt okazałe, a jeżeli nie są dobrze zapakowane w czasie przesyłki, mogą też być dodatkowo połamane. Posadzę jednak to, co do mnie dotarło z nadzieją, że się przyjmą i rozrosną tak samo jak te, które miałam wcześniej.

Dalie nie należą do roślin trudnych w uprawie. Musimy jednak pamiętać, że są to rośliny ciepłolubne, dlatego na zimę należy je wykopać i przechować w piwnicy, garażu lub innym miejscu, gdzie temperatura nie spada poniżej zera. Rośliny te kochają słońce, warto więc wybrać dla nich słoneczne miejsce. Nie lubią gleby podmokłej, jeżeli więc mamy taką w ogrodzie, można posadzić rośliny na lekkim wzniesieniu.

Moja mama uczyła mnie, że sadząc dalie zawsze należy zasilić wcześniej przygotowane dla nich miejsce kompostem lub żyznym podłożem. Dlatego wykopałam dla nich wszystkich większe dołki i wsypałam do nich kompost. Dalie, które wcześniej już rosły w donicach delikatnie wyjmuję z pojemnika i przesadzam do gruntu. W przypadku nowo zakupionych karp z kompostu w dołku układam niewielki stożek, wokół niego układam karpy. Jeżeli mają co najmniej 2-4 bulwy i kawałek łodygi, na którym widać początek kiełkującego pędu, to jest szansa, że wszystko będzie w porządku i roślina się rozrośnie. Po posadzeniu zasypujemy dołek i podlewamy.

Ale zanim sięgnę po zraszacz z wodą czas na mieczyki, nazywane też gladiolami. Zamówione przeze mnie bulwy też nie wyglądają zbyt okazale, ale mam nadzieję, że jak posadzę je w zasilone kompostem dołki zdołają wytworzyć piękne kwiaty. Mogą być one w przeróżnych kolorach: białym, zielonym, żółtym, łososiowym, pomarańczowym, czerwonym, bordowym, niebieskim, fioletowym czy różowym. W ich przypadku także czeka nas jesienne wykopywanie i przechowywanie w cieplejszym miejscu, tak samo jak robimy to z daliami.

Warto wiedzieć, że kwiaty mieczyków zawiązują się dopiero po posadzeniu bulw, a nie jak tulipany, narcyzy czy hiacynty już w stadium cebulki. Dlatego liczę na to, że mimo iż przysłane mi bulwy nie są zbyt duże, zdołają jednak pięknie zakwitnąć. Sadzimy je na głębokości trzykrotnej wielkości bulwy, w moim przypadku jest to więc mniej więcej 6 cm. Jeżeli zaraz po posadzeniu gladioli nastanie susza, trzeba pamiętać o podlewaniu. Wysokie odmiany mogą wymagać podpór. W związku z tym, że są wysokie zazwyczaj nie sadzimy ich w pierwszym planie, ja część z nich posadzę pod płotem. Dobrze prezentują się w grupach, dlatego przygotowałam dołki na mniej więcej 5 roślin. Zwróćmy uwagę, aby sadzić je stożkiem do góry i zawiązkami korzeni do dołu.

Latem, oprócz mieczyków i dalii, ozdobą moich rabat będą też lilie.

Uważa się, że liliom należy się w naszych ogrodach miejsce uprzywilejowane, gdzie ich wdzięk będzie najbardziej widoczny. Mogą przez wiele lat pozostać naraz wybranym dla nich stanowisku. Zatem wszelkie starania i trudy włożone w odpowiednie sadzenie zwracają się z czasem.

Dla prawidłowego rozwoju lilii duże znaczenie ma jakość podłoża. W moim ogrodzie gleba jest dość piaszczysta i rośliny te czują się w niej dobrze. Poradniki mówią, że lilie wymagają porowatej, przepuszczalnej gleby dla swych wiecznie spragnionych tlenu korzeni. Ich cebule mają charakterystyczną budowę, składają się z mięsistych łusek. Są one bardzo wrażliwe, nie powinny przez dłuższy czas przebywać na powietrzu, czy być przechowywane w piwnicy. Wszędzie, gdzie się znajdują, o ile nie są posadzone, wymagają wilgotnego piasku lub materiału torfowego, dlatego że nie są pokryte mocną, nieprzepuszczalną łuską jak np. krokusy, tulipany czy mieczyki. Jak w przypadku większości cebul sadzimy je tak, żeby jej wierzchołek znajdował się na wysokości dwa razy większej niż jej wysokość. Zatem dla cebulki o wysokości 4 cm wykopujemy dołek o głębokości mniej więcej 12 cm.

Mimo że moje lilie są już wyrośnięte i zawiązują kwiaty, postanowiłam dokupić jeszcze trzy białe okazy i dosadzić je w okolicach młodych lilii, które same się w tym miejscu rozmnożyły. Przez przypadek nawet wykopałam jedną z nich, niewielką. Posadzę ją razem z tymi, które kupiłam teraz. Żeby wspomóc lilie w przyjęciu się na nowym miejscu, tak samo jak w przypadku poprzednich bulw, do dołka wsypuję nico kompostu. Zapotrzebowanie tych roślin na substancje odżywcze jest stosunkowo wysoka. Umieszczamy cebule tak, by stożek wzrostu skierowany był ku górze, a korzenie do dołu. Te lilie zapewne w tym roku już nie zakwitną, ale liczę na to, że piękne kwiaty pojawią się w kolejnym roku.

Po posadzeniu wszystkie rośliny porządnie podlewamy. Nie tylko nawadniamy wtedy cebule i bulwy, ale także powodujemy, że ziemia odpowiednio otula i dociska podziemną część roślin, tak by nie pozostały żadne przestwory powietrzne. Niektórzy nawet podlewają cebule zaraz po umieszczeniu w dołku, a dopiero potem przysypują ziemią. Następnie sięgają po zraszacz lub konewkę jeszcze raz.

Jeżeli lilie rosną już w naszych ogrodach, zwróćmy uwagę, czy nie pojawiła się poskrzypka liliowa. U mnie w ogrodzie już widać ślady jej żerowania.

Poskrzypka liliowa to całkiem ładny, jaskrawo czerwony, błyszczący chrząszcz. Niestety należy on do rodziny stonkowatych, a co robią stonki ziemniaczane wie każdy. Poskrzypka w przeciwieństwie do swoich krewnych nie żeruje na ziemniakach, lecz można spotkać ją na liliach, szachownicach czy konwaliach. W ogrodach pojawia się już w marcu i niszczy nasze kwiaty do lipca, a zdarzyć się może, że kolejne pokolenie będziemy spotykać aż do października. Poskrzypka liliowa swoją nazwę zawdzięcza swojemu zachowaniu. Złapana lub przestraszona wydaje ciche, skrzypiące dźwięki.

Dorosłe osobniki wygryzają w liściach, pąkach i kwiatach dziury, szpecąc nasze piękne rośliny. Jeszcze większym zagrożeniem są larwy, które nie zwalczane mogą doszczętnie ogołocić lilię z liści i kwiatów. Samica zaczyna składać jaja w maju i robi to nawet ponad miesiąc, etapami, pojedynczo lub w złożach do ok. 10 sztuk, na spodniej części liścia. Najpierw są one jaskrawo pomarańczowe, potem zaczynają ciemnieć i wykluwają się larwy, na liściach wyglądające jak czarne odchody. Bo larwy zabezpieczają się osłonką wytworzoną ze swoich odchodów. Gdy już najedzą się naszymi pięknymi roślinami schodzą, zagrzebują się w glebie i przepoczwarzają się w chrząszcza. Czas takiego rozwoju trwa od 6 do 12 dni, co oznacza, że naprawdę bacznie i często musimy obserwować rośliny. Jedna samica jest w stanie złożyć nawet 300 jaj.

Gdy zauważymy jej obecność należy w miarę możliwości wyłapywać osobniki dorosłe i niszczyć larwy. Podczas tego polowania potrzeba nie lada zwinności, ponieważ nawet przy najmniejszym poruszeniu liśćmi poskrzypka natychmiast się ewakuuje tak, że trudno ją znaleźć. Jeżeli uda się złapać dorosłego osobnika trzeba go szybko rozgnieść.

Z larwami jest nieco łatwiej. Są one dość dobrze widoczne i mało ruchliwe. Możemy je strząsać z liści – nie powinny dać rady wdrapać się z powrotem na roślinę, możemy też usunąć zaatakowane liście. Jeżeli spóźnimy się i nasze rośliny są mocno zaatakowane przez tego szkodnika można też wykonać oprysk. Warto jednak wtedy wybrać preparat, który działa nie tylko powierzchniowo, ale również systemicznie, wnikając do wnętrza rośliny, gdzie krążąc z sokami, dociera do jej tkanek i tym samym do poskrzypki zarówno w formie dorosłych osobników, jak również larw. Szkodniki gryząco-ssące mają z nią wtedy kontakt i są eliminowane.

Pamiętajmy, aby w tym wypadku zawsze kierować wskazówkami na opakowaniu co do ilości używanego środka i sposobu jego aplikacji. Wszelkie opryski najlepiej przeprowadzać późnym wieczorem, kiedy pszczoły  inne pożyteczne owady zakończą już swój pracowity dzień.