Ziemiórki – co to za szkodniki?

Ziemiórki to czarne muchówki długości ok 2 mm, które latają nad ziemią naszych domowych roślin doniczkowych. Generalnie nie zalicza się ich zazwyczaj to najgroźniejszych szkodników, ale potrafią być bardzo irytujące, zwłaszcza gdy jest ich dużo. Wystarczy sobie wyobrazić muszki owocówki latające latem w kuchni i już mamy porównanie.

Ziemiórki są jednak nieco drobniejsze, mają czarny kolor, jedną parę przezroczystych skrzydeł i długie czułki. Żyją ok. tygodnia. Pojawiają się zazwyczaj przy roślinach, które mają stale wilgotne podłoże. Ich dorosłe i uskrzydlone formy nie są groźne dla naszych okazów, są jedynie denerwujące dla nas, przelatując nam co chwilę przed twarzą. Groźniejsze dla roślin są larwy ziemiórek, które wylęgają się z jaj złożonych przez te muchówki.

Larwy mają długość 5-7 mm, są walcowate, beznogie, przezroczyste, z widocznym przewodem pokarmowym i czarną, błyszczącą głową. Często trudno je dostrzec. Niektóre z moich poradników książkowych zawierają informację, że są one w zasadzie pożyteczne, gdyż rozkładają obumarłe części roślin. Ja jednak mam jedynie złe doświadczenia z tymi szkodnikami, ponieważ potrafią doszczętnie zniszczyć moje rozsady. W tym roku posiałam lobelie, pięknie wykiełkowały, po czym zostały kompletnie zjedzone przez larwy ziemiórek. Musiałam wysiewać lobelie jeszcze raz. Larwy żyją ok. 2 tygodni, po czym zamieniają się w poczwarkę, z której po mniej więcej 3-4 dniach wylęga się muchówka.

W przypadku większych domowych roślin doniczkowych larwy ziemiórek mogą okazać się niegroźne, ale mogą też zjadać delikatne, miękkie korzenie czy włośniki korzeniowe, co może osłabić wrażliwsze okazy i niekorzystnie wpłynąć na ich zdrowie i wygląd. Jak zatem walczyć z tymi szkodnikami?

Przede wszystkim należałoby wyłapać dorosłe owady, żeby dalej się nie rozmnażały. W tym celu można użyć pułapek zrobionych własnoręcznie z pojemnika wypełnionego wodą z dodatkiem octu winnego czy jabłkowego, płynu do mycia naczyń i żółtego barwnika, np. kurkumy. W internecie znajdziemy dokładne przepisy. Sama tego sposobu nigdy nie stosowałam. Wybrałam drugi sposób, czyli pułapki lepowe.

Żółte tablice lepowe pokryte są klejem. Dorosłe osobniki ziemiórek zwabione kolorem, a czasami nawet przez przypadek, przylepiają się do lepowej powierzchni pułapki. Nie wygląda to zbyt estetycznie, szczególnie wtedy, gdy ziemiórek namnożyło nam się sporo, ale działa. Ten sposób zwalczania szkodników możemy też nazwać ekologicznym. Niestety, w związku z tym, że wyłapujemy jedynie osobniki dorosłe, musimy poczekać aż larwy się przepoczwarzą w muchówki i dolecą do żółtych motylków, co w przypadku rozsad może skutkować ich zniszczeniem.

Żeby zwalczyć larwy możemy rozpocząć od utrzymywania podłoża w doniczkach w stanie mniej wilgotnym. Nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze skuteczne. Pomocne może okazać się przesadzenie rośliny. Nie mamy gwarancji, że pozbędziemy się wszystkich larw, ale jesteśmy w stanie w ten sposób znacznie ograniczyć ich liczbę. W poradnikach można też znaleźć podpowiedź, żeby podlać roślinę naparem z czosnku lub podczas przesadzania zanurzyć korzenie rośliny na 24 godziny w kąpieli wody z szarym mydłem. Żadnego z tym sposobów jeszcze nie wykorzystałam, ale warto o nich również pamiętać.