Krwawnica – bardzo wytrzymała bylina

Krwawnica – bardzo wytrzymała bylina – W dzisiejszym odcinku z cyklu „Balkony i Tarasy” wracamy do tematu krwawnicy, którą sadziłam rok temu. Jak prezentuje się po mroźnej zimie i mokrej wiośnie? O tym już za chwilę. Zapraszam.

A wracam do jej tematu, ponieważ uważam, że jest to roślina naprawdę niezwykła. Przede wszystkim śliczna, bardzo dekoracyjna i to zarówno w jednolitych nasadzeniach jak również w kompozycjach wielogatunkowych. W zeszłym roku skusiłam się na jej zakup pod wpływem impulsu. Bardzo ładnie prezentowała się w dużej grupie w centrum ogrodniczym. Jej wzniesione pędy kwiatowe skojarzyły mi się nieco z lawendą i pomyślałam, że mogłaby to być interesująca alternatywa.

Dla przypomnienia krwawnica to bylina, którą można spotka dziko rosnącą w naszym kraju. Spotyka się ją także czasami w ogrodach na kwiatowych rabatach. Znacznie rzadziej stosuje się ją w uprawie pojemnikowej. A tymczasem, może ona nam towarzyszyć w donicy przez wiele lat. I mam na to dowód. Te oto okazy, posadzone w tym pojemniku, nie przesadzane, specjalnie nie nawożone, pozostawione w ogrodzie przez całą zimę, podczas której było niezwykle śnieżnie i mroźnie, bo temperatura spadła u nas nawet do – 18 stopni Celsjusza, pod koniec czerwca rozpoczął swoje ponowne kwitnienie. Jest to chyba roślina nie do zdarcia. Ponadto, ciekawostką jest to, że ta donica nie ma otworów odpływowych. Ma ona podwójne dno, ale w czasie ulew krwawnice te stały przez jakiś czas w wodzie. To też ich nie zabiło. I nie tylko nie zabiło, ale także w żaden sposób nie wpłynęło na to, żeby teraz prezentowały się gorzej niż rok temu.

A rok temu wyglądały tak.  Część roślin trafiło wtedy do kompozycji z innymi gatunkami, one zostały potraktowane jako okaz jednoroczne. A trzy sadzonki trafiły do większej podłużnej donicy, o której teraz jest mowa.  Przez większą część lata jej urokliwe kwiatostany w kształcie kłosów były ozdobą ogrodu. I nie tylko ozdobą. Jest to roślina nadzwyczaj użyteczna dla pożytecznych owadów zapylających, w tym pszczół, które chętnie ją odwiedzały.

Czasami, w najbardziej upalne dni kłosy nieco opadały. Wtedy wystarczyło krwawnice podlać i bardzo szybko się prostowała i dochodziła do siebie. Najpierw stała w pełnym słońcu, potem w cieniu. W każdym miejscu prezentowała się równie dobrze. W tym czasie nie była porażona przez żadne choroby grzybowe. Przez szkodniki praktycznie też nie, dopiero w tym roku zaważyłam na niektórych kwiatostanach niewielkie ilości mszyc, których pozbyłam się ręcznie.

Sprawdziło się to, o czym mówiłam w zeszłorocznym odcinku. A mianowicie, że krwawnicę można uprawiać zarówno w ziemi podmokłej, w końcu w naturalnych warunkach najczęściej można ją spotkać w pobliżu zbiorników wodnych, jak i na bardziej suchych stanowiskach. W końcu przetrwała też chwilowe przesuszenia, kiedy zapomniana stała w kącie ogrodu i czekała, aż ją zauważę.

Nie była w żaden sposób przycinania. Jak każda bylina na zimę straciła swoją część nadziemną, dlatego o niej zapomniałam i odrodziła się na wiosnę. Teraz znowu można podziwiać jej różowo fioletowe strzeliste kwiatostany. Zdecydowanie jest to roślina godna polecenia, zarówno w uprawie pojemnikowej, jak i ogrodowej.

Na koniec, dla przypomnienia, jeszcze raz pragnę zauważyć, że wytrzymałą zimą kilkudniowe przymrozki w granicach -18 stopni Celsjusza. A podobno wytrzymałaby nawet spadek temperatury do -30 stopni Celsjusza. W żaden sposób nie była zabezpieczona. Tak jak zostawiłam ją jesienią w ogrodzie, tak przetrwała do wiosny. Ciekawe jak będzie prezentowała się za rok.

Cudowna, rewelacyjna, wytrzymała, przepiękna krwawnica. Kwitnąca od czerwca do września. W sam raz na „Balkony i Tarasy”. I tym akcentem kończymy ten odcinek. Zapraszamy do oglądania kolejnych.