Jak przezimować pelargonie?

Pelargonie są bylinami, chociaż w naszym kraju najczęściej traktujemy je jako jednoroczne. Wszystko dlatego, że uprawianie tych roślin przez wiele lat jest możliwe w klimacie bez mrozu. Jednak również w naszym kraju możemy potraktować te rośliny jako wieloletnie, szczególnie jeżeli podoba nam się jakaś konkretna odmiana. Należy wtedy w czasie polskiej mroźnej zimy zapewnić im odpowiednie miejsce i warunki przechowania. Jak to zrobić?

Przygotowania do okresu spoczynku pelargonii zaczyna się zazwyczaj na przełomie września i października. W tym czasie, po pełni kwitnienia ograniczamy podlewanie. Jest to z resztą całkiem naturalne, ponieważ robi się chłodniej i bardziej wilgotno. Najczęściej zimowanie pelargonii zaczynamy w listopadzie. Chociaż dwa lata temu kompozycja z pelargoniami przed moim domem była ozdobą do Bożego Narodzenia. Generalnie rośliny te nie przeżyją przymrozków poniżej -3 stopni Celsjusza. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest usunięcie wszystkich uschniętych części roślin, liści, które już są brązowe lub które mają plamy, a także kwiatów.

Jeżeli uprawialiśmy pelargonie w mniejszych doniczkach lub skrzynkach, dla których bez problemu znajdziemy miejsce zimowania, to nie musimy ich przesadzać. A jeżeli uprawialiśmy pelargonie w większych donicach, to przed nadejściem przymrozków możemy przesadzić je do mniejszych pojemników i je przenieść w wybrane dla nich miejsce.

Możemy w tym celu użyć podłoża do pelargonii, podłoża kwiatowego lub uniwersalnego. Usuwamy nadłamane i zwiędnięte liście, a także kwiaty. W miarę potrzeby skracamy też najdłuższe pędy o mniej więcej 1/3, a pelargonie bluszczolistne nawet o 2/3. Zmniejszy to powierzchnię, jaką będą zajmować rośliny, a wiosną pojawią się młode przyrosty. Obcięte fragmenty mogą nam posłużyć jako sadzonki wierzchołkowe. W ten sposób możemy rozmnożyć wiele odmian, o czym już niejednokrotnie mówiłam w innych odcinkach. Pędy pozostawione z korzeniami powinny mieć mniej więcej 15-20 cm.

Najlepiej od listopada do kwietnia umieścić pelargonie w pomieszczeniu o temperaturze 5-10 stopni Celsjusza. Jest to okres ich spoczynku. Podlewamy je tylko tyle, żeby bryła korzeniowa nie zaschła całkowicie, może to być nawet 1-2 razy w miesiącu. Chodzi o to, aby podłoże nie było stale wilgotne, a raczej lekko przesuszone. Jeżeli zauważymy, że przez nadmierne podlewanie zimą rośliny zaczynają gnić, usuwamy chore fragmenty, żeby nie zaraziły kolejnych części roślin. Od marca, stopniowo zwiększamy częstotliwość nawadniania, wybudzając w ten sposób pelargonie ze spoczynku

Jeżeli to możliwe miejsce zimowania powinno być słoneczne, aczkolwiek ja przechowywałam też pelargonie w garażu, gdzie zdecydowanie brakowało światła i udało się to bez problemu. O ile to możliwe, dbamy o wietrzenie pomieszczenia, w którym znajdują się rośliny, ale tylko wtedy, gdy temperatura na zewnątrz jest wyższa niż 10 stopni.

Moja mama przechowuje swoje pelargonie w mieszkaniu, w pokoju, gdzie jest najchłodniej. Zatem takie rozwiązanie też jest możliwe.

Aczkolwiek z roku na rok jej okazy kwitną nieco słabiej. Musimy się z tym liczyć zimując pelargonie już któryś raz z rzędu. W takiej sytuacji rozwiązaniem problemu może być dosadzenie do starszych okazów młodych sadzonek, które pobraliśmy z rośliny matecznej. Donice z pelargoniami na zimę trafiają też często na klatki schodowe. Jest tam jasno, ale chłodniej, co sprzyja zimowaniu tych roślin. Zanim jednak ustawimy nasze okazy na parapetach, warto zapytać sąsiadów, czy nie mają nic przeciwko.

Zimując pelargonie w ciepłym mieszkaniu musimy liczyć się z tym, że w wysokiej temperaturze rośliny będą nadal rosły. Jednocześnie narażone będą na niedostateczną ilość światła, co powoduje, że pędy i liście bywają wybujałe i żółtawe, a nie soczystozielone. Nie zniechęcajmy się jednak. Jeżeli zależy nam na jakiejś odmianie, przezimujmy ją mimo wszystko. Wiosną wystarczy wyciąć najbardziej wybujałe części roślin i poczekać na nowe przyrosty.

Niektórzy przechowują pelargonie nawet bez podłoża. W tym celu należy delikatnie otrząsnąć bryłę korzeniową i dać zaschnąć liściom. Tak przygotowane rośliny umieszczamy w kartonie wypełnionym  torfem lub trocinami, tak samo jak karpy dalii czy bulwy mieczyków. Takie pelargonie możemy też owinąć papierem i umieścić, a najlepiej powiesić w chłodnym pomieszczeniu, poniżej 10 stopni Celsjusza, ale powyżej zera. W tych dwóch przypadkach nie musimy już dbać o słoneczne stanowisko.

Osobiście nigdy wcześniej takiego sposobu nie stosowałam, ale w tym roku spróbuję, zobaczymy wiosną jaki będzie efekt.

Czasami mróz nas zaskoczy. Pelargonie bardzo szybko przemarzają, robią się czarne. Ale jeżeli zależy nam na ich przezimowaniu sprawdźmy, czy rzeczywiście przemarzła cała roślina, może to tylko część nadziemna. Jeżeli okaże się, że gdzieniegdzie są jeszcze zielone fragmenty łodygi i liście, możemy obciąć wszystkie uschnięte oraz obumarłe fragmenty i przezimować to co pozostało, w taki sam sposób jak inne pelargonie. Wiosną powinny pojawić się nowe przyrosty.