Pelargonie po lecie

Pelargonie to chyba najchętniej uprawiane przez nas rośliny na balkonach i tarasach. Ale po lecie mogą one nieco stracić na uroku. Co z nimi zrobić? O tym opowiem w dzisiejszym odcinku z cyklu „Balkony i Tarasy”. Zapraszam.

Pelargonie to rośliny ciepłolubne pochodzące z Afryki, dlatego nie są w stanie przetrzymać zimowych mrozów naszego klimatu. Jednak na osłoniętym balkonie lub tarasie, który dodatkowo jest od strony południowej mogą przetrwać naprawdę długo. Jednego roku zdobiły u nas wejście do domu do stycznia. Potem wcale nie muszą umierać. Możemy je z powodzeniem przezimować, o czym będę jeszcze mówić w jednym z kolejnych odcinków.

Tymczasem należy zadbać o to, by cały czas prezentowały się atrakcyjnie. Wymagają więc na początku jesieni podstawowych zabiegów podlewania i oczyszczania. Odwdzięczą się też pięknymi kwiatami, jeżeli nadal zasilimy je odrobiną nawozu. Wycinamy więc na bieżąco wszystkie przekwitnięte kwiatostany oraz liście, który pożółkły lub na których widać ślady chorób. Niestety jesienią pojawiają się one częściej niż latem. Jest to związane z bardziej wilgotnym i chłodnym powietrzem. Należy też pamiętać, że jesienią pozostawione na dworze pelargonie należy okryć, jeżeli zapowiadane są nocne przymrozki. Jeżeli uprawiamy je w niewielkich pojemnikach, możemy je na ten czas przenieść do cieplejszego pomieszczenia. Tak pielęgnowane będą nadal kwitnącą dekoracją.

U mnie w ogrodzie dobrze prezentują się w dalszym ciągu wszystkie gatunki pelargonii. Zarówno rabatowe jak i bluszczolistne. Rozrosły się one zjawiskowo. Je również oczyszczę z uschniętych kwiatów i liści. O tej porze możemy też pobrać sadzonki odmian, które chcielibyśmy rozmnożyć. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie odmiany uda nam się ukorzenić. Ponadto, niektóre z nich są objęte regulacjami prawnymi, dającymi wyłączne prawo do rozmnażania danej odmiany przez hodowcę.

Na sadzonki pelargonii najlepiej nadają się wierzchołki pędów, które nie kwitną, o długość mniej więcej 8-10 cm. Jeżeli na wybranym przez nas fragmencie rośliny pojawił się już pęd kwiatowy, należy go usunąć. Odcinamy sadzonki za pomocą nożyka lub sekatora. Narzędzia używane do cięcia powinny być ostre i czyste, najlepiej odkażone np. spirytusem, żeby uniknąć przenoszenia chorób.

Pelargonie możemy ukorzeniać w wodzie lub bezpośrednio w podłożu, może być to podłoże torfowe z domieszką piasku. Ja na razie wszystkie sadzonki umieszczę w słoikach z wodą, żeby móc bez problemu obserwować czy pojawiają się młode korzenie. Ukorzenienie trwa zazwyczaj 3 – 5 tygodni. Warto pamiętać, że nie wszystkie pelargonie możemy rozmnażać, ale do tego tematu jeszcze wrócę w innym odcinku.

Najczęściej kupujemy sadzonki pelargonii w maju w sklepie ogrodniczym. Ale rośliny te możemy uprawiać również od nasiona. To właśnie takie okazy. Wysiałam je w lutym i przez całe lato były  piękną ozdobą. W sierpniu zaczęły zawiązywać kolejne nasiona, którym pozwoliłam dojrzeć, żeby teraz je zebrać na następny sezon.

Uprawa pelargonii z nasion to dla mnie wspaniała zabawa. Pierwszy raz mam okazję samodzielnie zebrać materiał siewny i jestem ciekawa, czy wykiełkują  z niego kolejne rośliny i czy będą identyczne jak rośliny mateczne, czy może będą miały zupełnie inne cechy i kolory  – tak może się zdarzyć. Do zbioru należy wybrać tylko całkowicie dojrzałe nasiona. Przechowam je w papierowej kopercie i wysieję w styczniu.

Znacznie łatwiej jest jednak rozmnażać pelargonie z sadzonek, je również pobiorę z moich wyhodowanych od nasionka okazów. Warto zwrócić uwagę, żeby pobierane fragmenty roślin były zdrowe i młode, niezdrewniałe. Zdrewniałe czy też półzdrewniałe pędy pelargonii ukorzeniają się znacznie trudniej.

W tym roku nasz taras zdobiły też pelargonie pachnące, inaczej nazywane geranium. Pięknie się rozrosły. Ich zakup uważam za bardzo udany.

Pelargonie z tej grupy, mimo że reprezentowane przez wiele gatunków i odmian są znacznie mniej znane niż pelargonie rabatowe. A szkoda, bo w tym sezonie rosły jak żadne inne i dwa razy pokrywały się delikatnymi urokliwymi kwiatami w różowym kolorze. Ich głównym walorem dekoracyjnym są jednak liście w rozmaitych kształtach i kolorach oraz przede wszystkim o niepowtarzalnym, subtelnym zapachu. Każda z tych roślin panie nieco inaczej. Po zgnieceniu liścia uwalnia się aromat. W zależności od odmiany można wyczuć w nim nutę róży, cytryny, mięty, jabłka, sosny, orzechów, gałki muszkatołowej, a nawet coca coli lub czekolady. Rośliny te mają też zastosowanie lecznicze i kulinarne ze względu na zawarty w nich olejek geraniowy. Będę zimować je w chłodnym pomieszczeniu. Przy okazji również z nich spróbuję pobrać sadzonki. Zobaczymy czy ukorzenią się w wodzie.

Doskonałym zakupem okazała się także pelargonia ozdobna z liści w odmianie Vancouver Centennial. Jej liście przez cały okres od maja do września pozostały bardzo atrakcyjne, ceglastoczerwone z jasnozielonymi przebarwieniami. W międzyczasie pojawiały się też delikatne pomarańczowe kwiatostany. A na nich, co ciekawe, po przekwitnięciu, zaczęły się pojawiać rozety małych liści. Tę roślinę z pewnością również spróbuję przezimować. W mojej opinii jest wyjątkowa. Do pierwszych przymrozków pozostanie jednak w ogrodzie, gdzie nadal będzie ozdobą tarasu od strony południowej.