Pelargonie z nasion, angielskie i geranium

Wszystkie pelargonie są niezwykłe. Ale wśród nich są okazy naprawdę wyjątkowe. W dzisiejszym odcinku z cyklu „Balkony i Tarasy” będzie mowa o pelargoniach angielskich i anielskich, o pelargoniach ozdobnych z liści, a nie z kwiatów i o pelargoniach pachnących, a także o pelargoniach, które sama wyhodowałam od nasionka. Zapraszam!

Najbardziej znane i popularne są pelargonie rabatowe, obficie i długo kwitnące. To one były uprawiane już przez nasze babcie i to one są najczęściej wybierane do dekoracji balkonów lub tarasów. W sklepach ogrodniczych często sięgamy też po pelargonie zwisające, bluszczolistne, które z czasem tworzą piękną, przewieszającą kaskadę liści i kwiatów. Są też odmiany pelargonii, które łączą ze sobą cechy pelargonii rabatowej z bluszczolistną, przepięknie wybarwione i przyciągające wzrok. O nich była już mowa w poprzednich odcinkach. Teraz kilka słów o pelargoniach, po które sięgamy rzadziej, a które są równie ciekawe, jak te najbardziej popularne.

Pelargonie wielkokwiatowe, reprezentowane w naszych sklepach głównie przez pelargonie angielskie, zachwycają swoją urodą. Nie potrzebują żadnych dodatków. Będą jedynym nasadzeniem w mojej doniczce.

Pelargonie grandiflorum, bo to także ich nazwa, są bardziej wrażliwe na warunki atmosferyczne niż inne pelargonie. Może dlatego są przez nas rzadziej wybierane. Dobrze czują się w chłodnych szklarniach, na zadaszonych tarasach, lub osłoniętych, ale słonecznych balkonach. Ich liście są intensywnie zielone, pokrywa je jedwabisty włosek, a ich część brzegowa jest ząbkowana. Są bardzo dekoracyjne. Ale to kwiaty tej rośliny najbardziej przyciągają wzrok. Ich średnica może sięgać nawet 6 cm. Występują w kolorze białym oraz czerwonym, różowym, fioletowym i bordowym w różnych odcieniach. Często płatki są wielokolorowe.

Podobnie jak pozostałe gatunki pelargonii lubi słońce i żyzną, umiarkowanie wilgotną glebę. Nie zapomnijmy więc o otworach drenażowych na dnie doniczki. Źle znosi przesuszenia. Jeżeli zapomnimy jej podlać i bryła korzeniowa przeschnie, to może nam się już nie udać odratować tej rośliny. Możemy podlewać ją nawet codziennie i nawozić mniej więcej co 2 tygodnie. Pelargonia wielkokwiatowa nie lubi zraszania, dlatego powinna być uprawiana pod zadaszeniem.

Znacznie bardziej odporna jest pelargonia anielska, która wygląda jak pelargonia angielska w miniaturowej formie. Liście i kwiaty ma o podobnym kształcie, ale mniejsze.

Ta roślina cechuje się zwartym pokrojem, dużą wytrzymałością na suszę oraz długim okresem kwitnienia. Kupiona w maju, będzie ozdobą balkonu lub tarasu do pierwszych przymrozków. Niezwykle urokliwe, drobne kwiaty pojawiają się nieustannie na silnie rozkrzewionych, mocnych pędach. Jej zwarty pokrój sprawia, że polecana jest do wszelkiego rodzaju pojemników, mogą być to donice stojące, skrzynki balkonowe lub wiszące kosze.

W sklepach ogrodniczych dostępne są również pelargonie o ozdobnych liściach. Rekompensują one fakt, że kwiaty nie są tu tak dekoracyjne jak w przypadku innych pelargonii. Dlatego w mojej kompozycji towarzystwem dla niej będzie nemezja.

Sadzenie kompozycji wielogatunkowej nie różni się niczym od sadzenia samych pelargonii.  Pamiętamy o tym, aby doniczka miała drożne otwory drenażowe, żeby nadmiar wody miał swobodne ujście. Napełniamy ją podłożem do pelargonii lub do roślin balkonowych, które możemy wymieszać z granulowanym startowym nawozem długo działającym. Do tak przygotowanego pojemnika, jako pierwsze trafią dwie sadzonki pelargonii w odmianie „Vancouver Centennial” o brązowo zielonych liściach i pomarańczowych kwiatach. Do nich dołączą rośliny ozdobne z kwiatów – nemezje. Jedna o kwiatach w pastelowych odcieniach żółci, różu i czerwieni oraz druga o żywej pomarańczowej barwie.

Nemezja tak samo jak pelargonie lubi żyzne, umiarkowanie wilgotne podłoże , słoneczne stanowisko i częste nawożenie. W naszym klimacie najczęściej traktowana jest jako roślina jednoroczna, bo również nie jest mrozoodporna. Można ją uprawiać z nasion lub kupić gotowe sadzonki. Nemezje z czasem będą się coraz bardziej przewieszać z donicy. Dlatego często sadzi się je także w wiszących pojemnikach. Kwitną od wiosny do końca lata.

Pelargonia „Vancouver Centennial” nie jest jedynym przedstawicielem pelargonii o ozdobnych liściach. Są jeszcze inne o dwu- lub trójkolorowym wybarwieniu ulistnienia. Każda z nich będzie świetnie prezentować się w kompozycjach wielogatunkowych i nie tylko. Stanowią one ciekawe urozmaicenie.

Kolejną grupą pelargonii są rośliny, które mają pachnące liście. To geranium, nazywane też anginkami. Naprawdę są niezwykłe.

Informacje o ich uprawie częściej znajdziemy w poradnikach o domowych roślinach doniczkowych niż w publikacjach na temat roślin balkonowych. W sklepach ogrodniczych dostępne są przeróżne odmiany pelargonii wonnej, którym często nadaje się chwytliwe oznaczenia pachnącej czekolady, świeżej mięty czy nawet róży. Dla każdej z nich przygotowałam osobną doniczkę. Już delikatne poruszenie liści sprawia, że możemy poczuć  ich wyjątkowy zapach.

W XIX wieku rośliny te należały do podstawowych surowców aromatyzujących wykorzystywanych w przemysłach kosmetycznym i perfumeryjnym. To z nich robiono i robi się do tej pory olejek geraniowy., który ma właściwości terapeutyczne. Niektóre odmiany były też wykorzystywane w kuchni, liście i płatki kwiatów dodawane były do herbaty czy sałatek.

Te pelargonie z czasem również zakwitną, ale podobnie jak w przypadku odmian o ozdobnych liściach, ich kwiaty nie będą bardzo okazałe. Mogą być uprawiane na balkonach i tarasach, gdy temperatura powietrza nie spada już poniżej 10 st. Celsjusza. Dlatego zimę spędzają zazwyczaj w naszych domach, a nie tak jak pelargonie rabatowe w chłodnych pomieszczeniach czy nawet piwnicach.

Po każdym sadzeniu zawsze dokładnie podlewamy rośliny. Wraz z wodą podłoże dostaje się we wszystkie szczeliny, do których nie udało nam się dotrzeć. Jak ziemia opadnie, możemy jeszcze jej dosypać, tak żeby rośliny były posadzone na tej samej głębokości, jaką miały wcześniej w pojemnikach.

I ostatnia grupa pelargonii, która dla mnie jest niezwykła. I pewnie dla każdego, kto lubi oglądać narodziny rośliny. Bo to pelargonie wyhodowane przeze mnie od nasionka. Nie są tak okazałe, jak te ze sklepów ogrodniczych i jeszcze nie kwitną, ale na pewno pojawią się na nich kwiaty, a ich kolor będzie niespodzianką.

O uprawie pelargonii z nasion należy pomyśleć już w styczniu lub w lutym. To wtedy wysiewamy tę roślinę na rozsady. Trzymamy je w cieple naszych mieszkań do czasu pojawienia się wschodów, może być to np. okienny parapet. Gdy młode siewki mają 3-4 liście właściwe pikujemy je do większych doniczek, aż w połowie maja będą gotowe do umieszczenia w skrzynkach balkonowych lub w innych doniczkach.

Pelargonie uprawiane z nasion kwitną zazwyczaj 5-6 miesięcy po wysiewie, trzeba więc na nie trochę poczekać. Ich zaletą jest jednak to, że są znacznie bardziej odporne na niekorzystne warunki uprawy. Są bardziej żywotne i wytrzymałe. To przykład. W połowie kwietnia, przez przypadek, zostawiłam w ogrodzie dwie sadzonki pelargonii rabatowej, temperatura niestety mocno się obniżyła i rośliny przemarzły. Mimo wszystko ich nie wyrzuciłam, lecz zostawiłam z innymi rozsadami. Dobrze zrobiłam, ponieważ sadzonki przeżyły. Widać już na nich wiele młodych przyrostów.

Ponadto obserwacja rozwoju roślin od nasiona do pełni kwitnienia daje ogromną satysfakcję. Takie pelargonie można z czystym sumieniem nazwać swoimi.